Z innowacji do rutyny. RALF Touring Masters już okrągły rok w RALF1!

| 13 stycznia 2022

Pierwszego grudnia ubiegłego roku światło dzienne ujrzał pierwszy w historii ligi wyścig RTM, którego debiut miał miejsce na torze Imola. 29 wyścigów, ponad 2 sezony, jeden mistrz. Jak czołowa seria RALF1 w Assetto Corsie wpłynęła na ligę w przeciągu tych 365 dni?

W końcówce roku 2020 pojawienie się Splitu w symulatorze autorstwa włoskiego studia Kunos Simulazioni wywołał niemałe poruszenie. Nowe możliwości w postaci tworzenia własnych malowań, zakładania oryginalnych zespołów, czy ścigania się w dowolnym zakątku świata, skusiły społeczność wyklarowaną dzięki F1 od Codemasters do stworzenia pierwszej serii na nowej platformie – RALF Touring Masters.

Sezon 1 – poznawanie maszyn i ogromne różnice umiejętnościowe.

Do zrealizowania pierwszego sezonu zostały przygotowane maszyny, bazujące na bolidach DTM z 2018 roku – Mercedes AMG Coupe DTM, BMW M4 DTM i Audi RS5 DTM. Ku większej atrakcyjności serii zespoły podzieliły się pojazdami mniej więcej po równo, dzięki czemu mogliśmy doświadczyć przyjemnego dla oka zróżnicowania.

Liczebność kierowców w stawce także była rekordowa – aż 30 zawodników zgłosiło swoje zainteresowanie jazdą w RTM-ie! Każdy z nich posługiwał się innym kontrolerem – większość oczywiście używała kierownic, część zaczynała swoją przygodę w Assetto Corsie na padzie, a i trafili się tacy, którzy próbowali swoich sił na klawiaturze! Niestety – różnice w sprzęcie były zauważalne gołym okiem, bowiem niekiedy dystans czasowy w trakcie kwalifikacji wynosił ponad pięć, czy sześć sekund! Z racji, że uczestnicy dopiero co poznawali realia nowych bolidów, dochodziło do masowych karamboli (między innymi armagedon na pierwszych okrążeniach wyścigu na Imoli).

Najlepiej do pierwszej kampanii RALF Touring Masters przygotowało się dwóch kierowców: Jakub Ślązek oraz Maciej Szczepanik. To właśnie między nimi toczył się zacięty bój o premierowy tytuł mistrzowski, toczący się do dziewiątej rundy na Red Bull Ringu, w Austrii! Ostatecznie to reprezentant ówczesnego Monster LA Motorsport tryumfował i przyjął miano „niedoścignionego”.

Poza pierwszą dwójką spore zaskoczenie wywarł Konrad Ciechanowicz. Miał szanse na zwycięstwo już w pierwszym wyścigu, jednak zła strategia dobrana przez Scuderię Rossonerę pozbawiła go nadziei i musiał zadowolić się drugą lokatą. To i tak był świetny start, który zaowocował trzecim miejscem w klasyfikacji kierowców. Co w tym zaskakującego? Fakt, że cały sezon przejechał na padzie, co w symulatorze rzadko owocuje dobrymi wynikami! Sporym pozytywem był także Jakub Klinger, będącym jedynym kierowcą z każdym ukończonym wyścigiem. Jakby tego mało, za wszystkie rundy inkasował zdobycz punktową!

Pierwszy sezon RTM-u udowodnił, że nie zawsze najlepsi kierowcy, wyciągnięci z F1, będą emanować podobną formą w innej serii. Doskonałym tego przykładem jest Konrad Kitajgrodzki, szerzej znany widzom Królowej Sportów Motorowych jako Guardian. Nie sprostał oczekiwaniom, jakie na niego nałożono w okresie przedsezonowym i ani razu nie ukończył wyścigu! Nadzieją na przełamanie tego stereotypu był Patryk Molo, aka Texico. Początek sezonu miał świetny, jednak w pewnym momencie zaliczył upadek formy, przez co postanowił zrezygnować z jazdy w trakcie sezonu.

Sezon 2 – Pierwsze wzloty, upadki i wzmocnienie stawki.

Pierwsze dziesięć wyścigów pokazało, że samochodem z największym potencjałem jest Mercedes, toteż wybrało go aż 10 z 12 zespołów! Tylko 12, ponieważ od nowego sezonu stawka miała liczyć o sześciu kierowców mniej, a punkty przyznawano za pierwsze dwanaście, a nie piętnaście pozycji. Miało to zwiększyć rywalizację o każde „oczko” i zmniejszyć zamieszanie na starcie. Rozwiązanie to zdało test śpiewająco, a w parze ze zwiększającymi się umiejętnościami zawodników, dało o wiele czystsze, bardziej wyrównane walki, a także jeszcze ciekawszą batalię o tytuł mistrzowski!

O wystrzale formy może mówić dwóch zawodników – Konrad Ciechanowicz oraz Filip Muszalik. Ten pierwszy, po transferze z Rossonery do Scuderii Mango Loco (nowym tworze po Monster LA Motorsport), zszokował cały światek RTM-u, stając do walki o mistrzostwo ze swoim kolegą zespołowym, a także mistrzem pierwszego sezonu – Jakubem Ślązkiem. Zdobył swoje pierwsze i jedyne cztery zwycięstwa, jednak przez czynniki zewnętrzne uległ obrońcy tytułu, kończąc jako wicemistrz. W przypadku Muszalika tło wygląda nieco inaczej – po wyłowieniu go przez nieistniejącą już Vanta Nerę Corsa, dostał szansę zaistnienia i nie zmarnował jej, dowożąc piętnastą pozycję w wyścigu na Portimao. Ukończył pierwszy sezon z dorobkiem 17 punktów, na dwudziestym miejscu w klasyfikacji kierowców. Po wyklarowaniu zespołu, założonego jeszcze na początku istnienia RTM – Scuderia Nederlande – z jednej ze słabszych drużyn zrobił solidny team, walczący o pierwszą trójkę w klasyfikacji konstruktorów, m.in. za sprawą świetnego Jana Olczaka, który ukończył jako szósty kierowca w tabeli. Przegrali zaledwie jednym punktem ze Scuderią Rossonera, jednak sam Filip Muszalik może być dumny z siebie oraz teamu – on sam zakończył na trzynastej pozycji z czterdziestoma punktami, co daje niesamowity progres względem poprzedniej kampanii!

W sezonie drugim poznaliśmy także dwie nowe gwiazdy – Mikołaja Szlachcińskiego oraz Krystiana Zielińskiego. Szczególnie pierwszy zaskoczył wszystkich, zgarniając cztery zwycięstwa w ostatnich sześciu wyścigach! Zrównał się ilością wygranych z pierwszą dwójką i gdyby nie dołączenie dopiero w piątym wyścigu, to kto wie – może mistrzem nie zostałby żaden z przedstawicieli Scuderii Mango Loco? Drugi z wymienionych kierowców cechował się porywczym stylem jazdy, jednak często to procentowało, gdyż dwukrotnie stawał na podium i siedem razy kończył w pierwszej szóstce.

Wymieniliśmy mnóstwo wzlotów, czas na upadki. Było ich całkiem sporo, jednak najbardziej rozczarowującym był regres formy zespołu Marshall Racing, w którym ówcześnie się ścigali Maciej Szczepanik oraz Marek Kazimierczak. W pierwszym sezonie duet ten osiągnął tytuł mistrza zespołowego, dzięki finiszom na odpowiednio drugim i siódmym miejscu w klasyfikacji kierowców. Drugi rozdział RTM to istna tragedia w szeregach teamu sygnowanego logiem słynnego producenta sprzętu audio. Poza trzema podiami pierwszy wicemistrz cztery razy z rzędu nie kończył wyścigu, a trzykrotnie się na niego nie stawił, ogłaszając niechybny koniec kariery. Kazimierczak był cieniem samego siebie z pierwszego sezonu – zaledwie czternaście oczek względem 67 w poprzednim sezonie! Na ich „szczęście” nie tylko Marshall Racing dopadła zmora krachu – w drugiej kampanii przestali się liczyć także Jakub Klinger oraz Adam Szczerbak. Kierowcy z odpowiednio szóstego i czwartego miejsca w pierwszej tabeli, w drugiej zostali pochłonięci przez większość stawki i pod koniec lipca zameldowali się na siedemnastej i szesnastej lokacie.

Czego by nie mówić, taka rotacja formy dobrze służy widowisku. Daje możliwości innym kierowcom na rozwinięcie się i pokazanie z lepszej strony, a bitwy w „generalce” nie są monotonne! Dynamika, większa determinacja oraz lepsze tempo – w takim telegraficznym skrócie można podsumować drugi sezon RTM.

Sezon 3 – zmiana warty i drugie życie BMW!

Kolejna przygoda z RTM-em nabrała rumieńców – kalendarz został wydłużony z dwunastu, do aż dwudziestu dwóch wyścigów, a rundy zaplanowane były co dwa tygodnie, a nie tydzień, dzięki czemu miał wzrosnąć prestiż i znaczenie splitu. Po tym, jak używanie bolidów producenta z Monachium zostało zaniechane w drugim sezonie, przywrócono je do łask w trzecim, a to za sprawą Hussaryi Mureny, która poza zmianą samochodu, zmodernizowała także kolorystyczne szaty oraz Team Joker BMW Harnaś, wchodzący za chylący się ku upadkowi Burger King Husaria. Do ścigania powrócił Patryk Molo i z miejsca ustalił nowe reguły gry. Od Grand Prix Indonezji nieprzerwanie utrzymuje się na fotelu lidera, a dwukrotny mistrz – Jakub Ślązek – nie ma najłatwiejszego sezonu przed sobą. Po ostatnim blamażu w Barcelonie traci 21 punktów do Krakowianina. Tuż za nimi znajduje się Mikołaj Szlachciński. Jego wyniki można idealnie określić mianem „w kratkę” – raz wygrywa, raz zostaje dyskwalifikowany. Wszyscy kibice oraz kierowcy nie zastanawiają się: „Kiedy dogoni lidera?”, a „Kiedy zostanie wyrzucony z RTM-u?”. Nawet my nie wiemy kiedy i czy to się stanie. Mamy jednak nadzieję, że seria nie utraci przedwcześnie tak piekielnie szybkiego zawodnika, robiącego różnicę w walce o tytuł.

Zastanawiano się, co dalej ze Scuderią Nederlande. Po odejściu Jana Olczaka w nieprzyjemnej atmosferze, Filip Muszalik postawił wszystko na jedną kartę i zatrudnił mistrza serii GT3 – Konrada Chrzana. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, gdyż od razu rzucił rękawicę Konradowi Ciechanowiczowi, który od tego sezonu przerzucił się na kierownicę, a jego wyniki wyraźnie się pogorszyły względem drugiej kampanii. Mimo wszystko dalej utrzymuje się w czołówce, a nowy nabytek holenderskiego teamu nie daje mu ani chwili oddechu, tytułując rywalizację imienników najciekawszą w sezonie!

Jednym z pozytywnych zaskoczeń okazał się także Kacper Puchała. Po nieudanym wejściu w pierwszy sezon powrócił do ścigania na trzeci i z miejsca zszokował czołowym tempem, zgarniając jak dotąd dwa podia i plasując się na czwartym miejscu w tabeli! Kolejny progres można także zauważyć u Filipa Muszalika, któremu brakuje już tylko pięć oczek do wyrównania wyniku z drugiej kampanii, a minęło zaledwie siedem rund! Wszystko wskazuje na to, że Katowiczanin ma spore szanse na pojawienie się w pierwszej dziesiątce „generalki”. Sama Scuderia Nederlande trafiła jednak na pechowy okres, gdzie coraz więcej zespołów się liczy w czołówce (zajmują dopiero piątą lokatę za Ichiban Nismo Racing, Joker Harnaś Team, Hussaryą Mureną i InPostem) i pomimo jeszcze lepszych wyników, nie wyróżniają się jako zespół.

Ostatnie trzy miejsca są okupowane przez kierowców, którzy w ciągu dwóch pierwszych sezonów zdobywali odpowiednio 127, 105 i 64 punkty, a w obecnym mają razem… 12 (mniej, niż czternasty Jakub Jankowski!). Są to Adam Szczerbak, Jakub Klinger oraz Kajetan Żurawicki. Temu pierwszemu wróżono odbudowanie formy po zmianie barw na Scuderię Rossonerę, drugi miał poprowadzić GAZ Uralkali Liqui Moly do solidnego miejsca w środku stawki, a trzeci… Cóż, po trzecim niczego się nie spodziewano.

Tak przedstawia się historia RALF Touring Masters w pigułce. Obecna kampania nie weszła jeszcze nawet w połowę swojego trwania, a już można wyciągnąć z niej mnóstwo informacji. Świadczy to o rosnącym potencjale splitu i nieograniczonych możliwościach rozwoju serii. Czy Jakub Ślązek po raz drugi obroni swój tytuł? A może w końcu ktoś inny zgarnie mistrzowską koronę? Przekonamy się o tym dopiero w czerwcu przyszłego roku!

 

 

Źródło:

RALF1